Esej 06 z 07
Myślałem, że jadę do Szwecji na wakacje

Posłuchaj tego eseju
8:23 · Polski
Miałem około sześciu i pół roku, kiedy wyjechałem z Polski razem z siostrą, bratem i parą, która nas adoptowała. Był rok 1992. Płynęliśmy nocą promem ze Świnoujścia do Ystad w Szwecji.
Nie rozumiałem, czym jest adopcja. Nie rozumiałem, że przeprowadzka do innego kraju może oznaczać, że właśnie tam będzie dalej toczyć się moje życie. Myślałem, że jadę gdzieś z tymi dorosłymi na jakiś czas, a potem wrócę do Polski.
Wakacje to najbliższe słowo, jakie znajduję na to, co wtedy sobie wyobrażałem.
Nie znaczyło to, że chciałem wracać. Bałem się powrotu do domu dziecka w Stargardzie albo tego, że nie będę miał gdzie mieszkać. Mogłem bać się powrotu do Polski i jednocześnie spodziewać się, że tam wrócę. Te dwie rzeczy istniały obok siebie, zanim potrafiłem je wyjaśnić.
Przed przeprawą
Para przyjechała do nas do domu dziecka. Zatrzymaliśmy się z nimi w hotelu obok: dwoje dorosłych, moja siostra, brat i ja. Po raz pierwszy wszyscy nocowaliśmy razem.
Pamiętam, jak wziąłem ciastka z pokoju hotelowego i zjadłem je w łazience. Kiedy mnie o nie zapytano, zaprzeczyłem, że je wziąłem. Powiedziałem, że ich nie widziałem.
Ukrywałem już wtedy prawdę, kiedy bałem się tego, co może mnie spotkać. Nie myślałem o tym w taki sposób. Chciałem uniknąć kłopotów.
Para się rozgniewała. Powiedzieli mi, że nie mogą mieć dziecka, które kłamie, że tak nie możemy żyć jako rodzina i że mogą nie zabrać mnie do Szwecji. Pamiętam strach, że moja siostra i brat pojadą z nimi, a ja zostanę.
W Stargardzie byli też ludzie, na których mi zależało. Dziewczynka, z którą spędzałem czas i dla której chciałem dobrego domu. Kobieta pracująca w domu dziecka, która była dla mnie miła. Pamiętam, że przytuliłem ją przed wyjazdem. Powiedziała mi, żebym był grzeczny u rodziny w Szwecji i że będę miał dobre życie.
Nie zabrałem z domu dziecka żadnych zabawek. Ale w hotelu para podarowała mi szarego pluszowego królika. Siostra dostała różowego, a brat niebieskiego. Swojego nazwałem Stampe. Pojechał ze mną do Szwecji.
Na promie byłem podekscytowany, ciekawy i trochę przestraszony. Wcześniej nie rozumiałem, czym jest prom. Teraz jednym płynąłem. Pamiętam, jak wieczorem staliśmy na pokładzie i robiliśmy zdjęcia. Miałem białą kurtkę, którą kupiła mi rodzina, z dwoma poziomymi paskami na piersi.
Łatwiej mi przypomnieć sobie kurtkę i pobyt na pokładzie niż wyjaśnić, co według mnie oznaczała ta podróż. Tyle rzeczy było do odkrycia, zanim mogłem zacząć rozumieć, dokąd jedziemy.
Światło w ogrodzie
Z Ystad pojechaliśmy czerwoną mazdą do domu w Svedala. Dom był duży i piękny, z wielkim ogrodem. W porównaniu z tym, co znałem wcześniej, wszystko wydawało się niemal idealne.
Jedną z pierwszych rzeczy, które pokazał mi ojciec adopcyjny, był włącznik na ścianie w przedpokoju. Zapalał lampę stojącą dalej w ogrodzie.
Pozwolił mi go nacisnąć. Mogłem stać w domu i zapalać światło na zewnątrz, po drugiej stronie trawnika. Nie rozumiałem, jak to możliwe. Kilka razy próbowałem włącznika. Dorosłych bawiło to, jak bardzo byłem zafascynowany.
To jedno z moich najwyraźniejszych wspomnień z przyjazdu. Zanim zrozumiałem wiele z tego, co dotyczyło domu i jego mieszkańców, była ta mała rzecz, którą mogłem wypróbować. Mogłem nacisnąć coś tutaj i zobaczyć, jak coś dzieje się tam.
Na piętrze dzieliłem pokój z bratem. Pamiętam, że tam też było ładnie. Przychodzili nas odwiedzać ludzie: sąsiedzi, znajomi i osoby z pracy tej pary. Przynosili prezenty. Cieszyłem się z tych wizyt, choć niewiele rozumiałem z tego, co działo się wokół mnie.
Nie rozumiałem szwedzkiego. Moja matka adopcyjna była Polką, więc mogliśmy rozmawiać z nią po polsku. Były słowa, które rozumiałem, ale tak wiele w tym nowym życiu pozostawało obce.
Wśród odwiedzających była matka mojego ojca adopcyjnego. Była dla mnie wspaniała. Jej dobroć towarzyszyła mi do końca jej życia. Kiedy wspominam tę rodzinę, chcę zostawić miejsce także dla niej i dla tego, kim była dla mnie.
Był też Stampe. Pierwszej nocy w Szwecji mocno przytulałem go w łóżku. Rozmawiałem z nim. Dbałem o to, żeby było mu dobrze, żeby się nie bał i nie marzł. W nocy leżał obok mnie, a kiedy gdzieś szedłem, zabierałem go ze sobą. Miałem go przez lata.
Mówiłem dorosłym, że nie chcę wracać do Polski. Obiecywali, że nigdy nie będę musiał. Chciałem, żeby ta obietnica była prawdziwa, choć nadal myślałem o Szwecji jak o miejscu, w którym jestem z wizytą.
Z powrotem w Ystad
Miałem około siedmiu lat, kiedy zaczęły się nocne wyjazdy.
Pamiętam, jak mnie budzono i kazano mi się ubrać. Mówiono mi, żebym niczego nie zabierał, bo te rzeczy nie są moje. Potem jechaliśmy do Ystad, do portu promowego.
To zdarzało się więcej niż raz. Kiedy wspominam te wyjazdy, pamiętam, że siedziałem w samochodzie i słyszałem, że mnie nie chcą, że mam wysiąść i sam pójść na prom. Miałem powiedzieć komuś, że moje miejsce jest w Polsce, a wtedy zabiorą mnie z powrotem.
Wierzyłem, że to może się wydarzyć. Pamiętam płacz i krzyk, że nie chcę jechać. Mówiono mi, że muszę być grzeczny i robić to, co każą, bo następnym razem odeślą mnie z powrotem.
Za pierwszym razem przybyłem do Ystad w podróży pełnej rzeczy, których nie rozumiałem. Teraz to samo miejsce stało się częścią czegoś, czego się bałem. Możliwość powrotu do Polski była groźbą, którą dorośli mogli wprowadzić w moje życie w środku nocy.
Patrząc wstecz, zastanawiam się, jak miałem nauczyć się, że zostanę w Szwecji na stałe, skoro słyszałem, że mogę stracić tam swoje miejsce. Na początku nie rozumiałem adopcji. To, co przyszło później, dawało mi powody, żeby nadal wierzyć, że być może będę musiał wyjechać.
Kiedy piszę dziś o dopasowaniu i przynależności, często wracam do pytania, czy jest miejsce dla kogoś, kto popełnia błąd. Tutaj kryje się w nim bardzo konkretny dziecięcy lęk: czy zrobienie czegoś złego może oznaczać utratę miejsca, w którym mieszkam.
Obok mnie w łóżku
Dzisiaj widzę w tamtych latach więcej, niż potrafiłem zobaczyć, kiedy je przeżywałem. Chcę jednak uważać, żeby nie przypisywać dziecku dorosłych wyjaśnień. Nie miałem żadnej teorii przynależności. Pamiętam miejsca, słowa, które do mnie kierowano, rzeczy, których się bałem, i te, które sprawiały mi radość.
Światło w ogrodzie nadal należy do tej historii. Babcia, która była dla mnie dobra, również. Mogę pamiętać o nich obok wyjazdów do Ystad, nie próbując jednym wspomnieniem unieważnić drugiego.
Dziś bezpieczeństwo emocjonalne oznacza dla mnie między innymi możliwość życia z innymi bez zastanawiania się, czy błąd nie pozbawi mnie miejsca przy nich. Wtedy nie umiałbym tego tak nazwać.
Potrafiłem za to przytulić Stampe i do niego mówić. Pamiętam, jak dbałem, żeby było mu ciepło i żeby się nie bał.
Pamiętam, że chciałem, żeby było mu dobrze.
Nie rozumiałem, czy Szwecja jest miejscem, w którym mogę zostać. Ale obok mnie w łóżku leżał szary królik, którego przywiozłem z Polski, a ja dbałem o to, żeby czuł się bezpiecznie.
Czytaj dalej
Kiedy ta chwila należy do mnie
Chcę chwili, w której poczuję, że życie, które przeżyłem, i człowiek, którym się stałem, wreszcie tworzą całość. O przeszłości, znaczeniu wyboru i tęsknocie za poczuciem, że to życie jest moje.
Listy od Kamila Larssona
Otrzymaj kolejny esej
Nowe eseje i okazjonalne notatki. Piszę wtedy, gdy mam coś, czym warto się podzielić.
Z szacunkiem dla Twojej skrzynki. Bez sprzedaży adresu i śledzenia otwarć.