Kiedy można polegać na słowach
Zaufania nie buduje się jednym trafnym zdaniem. Rośnie, gdy słowa regularnie spotykają się z działaniem, szczególnie w dni, w które łatwiej byłoby ich nie dotrzymać.
O zaufaniu często mówi się tak, jakby zaczynało się od wiary. Sama wiara jest jednak krucha.
Mogę wierzyć w szczerość słów i nie wiedzieć, czy zachowanie nadal będzie je potwierdzało. Zapewnienie uspokaja na chwilę. Powtarzalność powoli uczy, że nie trzeba stale sprawdzać.
Dlatego zaufanie powstaje również w zwyczajnych momentach: pamiętanych obietnicach, podejmowanych trudnych rozmowach, rozpoznawalnej trosce przy niewygodnych okolicznościach.
Nie wymaga doskonałości. Ludzie popełniają błędy, zmieniają zdanie i czasem nie stają na wysokości własnych zamiarów.
Znaczenie ma to, czy można takie chwile uczciwie uznać i naprawić bez podważania przez nie całej wcześniejszej relacji.
Zaufanie nie jest więc dla mnie zupełnym brakiem wątpliwości.
Jest nagromadzonym doświadczeniem, że na czyichś słowach zwykle można polegać.
Otrzymuj nowe eseje i okazjonalne notatki mailem.
Wszystkie notatki