Przejdź do treści
Część II · Bezpieczeństwo emocjonalne

Esej 06 z 06

Chciałem jeszcze jednego zwyczajnego dnia

Publikacja polskiego przekładu:5 min czytania

Posłuchaj tego eseju

7:47 · Polski

Akwarelowa ilustracja mężczyzny czekającego przed niewielkim sklepem, z którego wychodzi kobieta.

Czekałem przed sklepem, kiedy wyszła z niego z uśmiechem.

Weszła tylko na chwilę, żeby coś kupić. Zostałem na zewnątrz, a teraz znów szła w moją stronę. To był tak drobny fragment dnia. A jednak pamiętam, jak bardzo ucieszyłem się na jej widok i jak niewiele wyjaśnień potrzebowała ta radość. Lubiłem tam być. Lubiłem być tym, który na nią czeka.

Kiedy myślę o czasie, który spędziliśmy razem, ta chwila wciąż do mnie wraca. Były też inne, które łatwiej nazwać romantycznymi. A ja przypominam sobie sklep, krótkie czekanie i uśmiech kobiety, która znów do mnie podchodziła.

Chciałem mieć z nią więcej czasu. I coraz wyraźniej czułem, że chcę wypełnić go zwyczajnym życiem.

Chwile, do których wracałem

Spacerowaliśmy, trzymając się za ręce. Po spacerze usiedliśmy na słońcu nad wodą, a ja uwielbiałem jej słuchać. Pewnego wieczoru zjedliśmy razem kolację. Siedzieliśmy na ławce. Innym razem miała ochotę wybrać się na krótką przejażdżkę samochodem. Łatwo wymienić te proste rzeczy, ale każda zawiera dla mnie coś, co ledwie mieści się w takim opisie.

Pamiętam radość z tego, że była obok. Że mogłem słuchać tego, co chciała powiedzieć. Patrzeć na nią, kiedy mówiła. Byłem ciekawy, dokąd zaprowadzi nas rozmowa, bo byłem ciekawy osoby, z którą ją prowadziłem. Mógłbym zostać tam dłużej, bez potrzeby szukania dla nas czegoś bardziej ekscytującego do zrobienia.

Było takie popołudnie, kiedy obudziliśmy się obok siebie i jeszcze przez chwilę leżeliśmy razem, zanim wstaliśmy. Pamiętam, jak otworzyłem oczy i ucieszyłem się, że ona tam jest. To jedna z chwil, do których najchętniej wracam. Przez jakiś czas mogłem po prostu cieszyć się jej bliskością.

Pisałem już o miłości, którą chcę dawać i otrzymywać. W ciągu tych dni część moich pragnień nabrała bardzo konkretnego kształtu. Chciałem znów usłyszeć jej głos. Zjeść z nią kolejny posiłek. Pójść gdzieś razem, nawet jeśli samo wyjście byłoby zupełnie zwyczajne. Chciałem kolejnego dnia, w którym mógłbym sięgnąć po jej dłoń.

Wciąż bardzo wielu rzeczy o sobie nie wiemy. Znam różnicę między kilkoma pięknymi dniami a życiem, które dwoje ludzi poznaje z biegiem czasu. Są nastroje, zwyczaje i nieporozumienia, których jeszcze nie doświadczyłem. Ale to, co już poznałem, sprawia, że chcę poznawać dalej. Cieszy mnie, że wciąż jest tyle do odkrycia.

Gdyby te dni stały się codziennością

Myśl o kolejnych zwyczajnych dniach prowadzi mnie do czegoś bardzo dla mnie ważnego. Chcę nadal dostrzegać osobę, którą kocham, również wtedy, gdy przywykniemy do bycia razem. Chcę na nią patrzeć i wciąż interesować się tym, jak się czuje, co zajmuje jej myśli, co ją cieszy i co chciałaby, żebym zrozumiał.

Nie oczekuję, że każdy dzień będzie przypominał początek. Chciałbym tej swobody, która może przyjść, kiedy dobrze się kogoś zna. Mam jednak nadzieję, że ta znajomość pozwalałaby mi doceniać ją na więcej sposobów. Lepiej rozumieć jej poczucie humoru. Częściej dostrzegać wysiłek stojący za tym, co robi. Mieć więcej okazji, by zauważyć, co się zmieniło.

Gdybym wczoraj powiedział jej, że jest dla mnie ważna, chciałbym, żeby czuła to również dzisiaj. Byłyby dni, kiedy okazywałbym to słowami, i takie, kiedy robiłbym coś praktycznego. Pytał o coś i znajdował czas na odpowiedź. Pamiętał o pomocy, którą zaoferowałem, i rzeczywiście się z niej wywiązywał. Zdejmował jej z głowy jedną rzecz, jeśli właśnie takiej pomocy by chciała.

Chciałbym, żeby tę troskę dało się rozpoznać także wtedy, gdybyśmy się nie zgadzali. Mógłbym poczuć się zraniony albo potrzebować czasu do namysłu. Mógłbym odkryć, że źle ją zrozumiałem lub że powinienem ją przeprosić. Chciałbym wracać do rozmowy z gotowością do zrozumienia. Osoba, na którą byłbym zdenerwowany, nadal byłaby kimś, kogo kocham.

To zamiary, które musiałbym realizować dzień po dniu. Nie mogę powoływać się na wspólną historię, której jeszcze nie przeżyliśmy. Mogę powiedzieć, że wyobrażanie sobie kolejnych dni z nią skłania mnie do myślenia o uwadze, jaką chcę jej poświęcać. Chciałbym, żeby wiedziała, że cieszę się z jej obecności, nawet w dniu, o którym niewiele mamy do opowiedzenia.

Jeszcze trochę czasu przed wyjazdem

Przed jej wyjazdem usiedliśmy na ławce, z dala od innych osób czekających na autobus. Chciała przez chwilę pobyć ze mną sam na sam. Wzruszyło mnie to. Chciałem mieć z nią więcej czasu i właśnie znajdowaliśmy go jeszcze trochę, razem, zanim zaczęła się podróż.

Wiedziałem, że będę tęsknił. A jednak świadomość zbliżającego się pożegnania nie sprawia, że jest ono łatwe, kiedy w końcu nadchodzi. Chciałem przytulić ją trochę dłużej. Chciałem jeszcze raz spojrzeć na jej twarz. W dniach, które mieliśmy za sobą, było tyle szczęścia, a ja już odczuwałem brak kolejnego.

Wracała do domu. Mogłem chcieć mieć ją obok i jednocześnie chcieć, żeby była tam, gdzie chciała być. Mój smutek tego nie zmieniał. Życie, do którego wracała, było ważne, a troska o nią obejmowała również szacunek dla tego życia.

Od dawna zastanawiam się nad tym, co sprawia, że gdzieś czujemy się jak w domu. Bycie obok niej nadało temu pytaniu jeszcze inne znaczenie. Czułem ciepło i bliskość. Cieszyłem się, że mogę zostać właśnie tam, gdzie byłem. Po jej wyjeździe tęskniłem za tym uczuciem, a także za tym wszystkim, co robiliśmy razem.

To, co pojechało z nią

Podarowałem jej bransoletkę, którą zawsze nosiłem. Później przysłała mi zdjęcie, na którym miała ją na nadgarstku. Poruszył mnie ten widok. Coś tak dobrze mi znajomego było teraz z nią, gdzieś, gdzie nie mogłem już po prostu wyciągnąć ręki i ująć jej dłoni.

To była teraz jej bransoletka. Podarowałem ją jej i cieszyłem się, że do niej należy. Znaczenie, jakie miała dla mnie, mogło pojechać razem z nią, nie tworząc żadnego zobowiązania wobec mnie.

Potem podzieliła się zdjęciami, na których była z różami ode mnie. Nie wiedziałem, że je zrobiła. Było coś pięknego w odkrywaniu tego drobnego fragmentu naszego wspólnego czasu już później. Chwila, którą pamiętałem, została też utrwalona na zdjęciach, a teraz ona dzieliła się nimi ze mną.

Odległość nadal nas dzieliła. Wciąż chciałem być obok niej. Ale cieszyłem się, że dostałem coś, czego się nie spodziewałem, że odkryłem kolejny szczegół tamtych dni, który mogłem zachować. Nasz wspólny czas wciąż dawał mi powody do uśmiechu, już po pożegnaniu.

Nie wiem dokładnie, jak potoczą się kolejne dni. Mam nadzieję, że jeszcze wiele z nich spędzimy razem. Że będą znajome miejsca, rozmowy bez wyznaczonego kierunku, posiłki, których później prawie nie będziemy pamiętać, i drobne chwile, które z nami zostaną z powodów zrozumiałych dopiero po czasie.

Kiedy o tym myślę, wracam do sklepu. Szła w moją stronę z uśmiechem, a ja cieszyłem się, że tam na nią czekam. Chciałem jeszcze jednego zwyczajnego dnia z nią. Nadal chcę. I jeśli te dni będą nam dane, chcę wciąż dostrzegać kobietę, dzięki której ich zapragnąłem.

Koniec części II

Szczera relacja potrzebuje granic obu osób. Dalej przyglądamy się winie po odmowie i odrzuceniu, które czasem słyszymy w cudzym „nie”.

Przejdź do części III

Granice

Listy od Kamila Larssona

Otrzymaj kolejny esej

Nowe eseje i okazjonalne notatki. Piszę wtedy, gdy mam coś, czym warto się podzielić.

Z szacunkiem dla Twojej skrzynki. Bez sprzedaży adresu i śledzenia otwarć.